
Zawodnik potrafi przetrenować formę na talerzu, a amator — zniweczyć trzy miesiące biegania jedną złą kolacją przed startem. Dietetyka sportowa jest o tym, jak tego uniknąć: o liczeniu potrzeb, regeneracji po wysiłku i ocenie sposobu żywienia. W Wyższej Szkole Biznesu i Nauk o Zdrowiu w Łodzi to jedna ze ścieżek na kierunku Dietetyka — a na końcu możesz sprawdzić, czy myślisz jak dietetyk sportowy.
Kierunek Dietetyka w łódzkiej WSBiNoZ dzieli się na trzy ścieżki kształcenia: psychodietetykę, dietetykę sportową i dietetykę medyczną. Pierwsza patrzy na psychologiczne przyczyny zachowań żywieniowych i na zaburzenia odżywiania, trzecia na dobór diety w chorobach metabolicznych, nowotworowych i sercowo-naczyniowych. Druga zajmuje się człowiekiem, który trenuje.
Studia I stopnia trwają trzy lata, w trybie stacjonarnym albo niestacjonarnym, i kończą się licencjatem.
Uczelnia opisuje cel tej ścieżki wprost: chodzi o przygotowanie dietetyków do udzielania porad żywieniowych zarówno zawodnikom trenującym różne dyscypliny, jak i osobom, które traktują sport rekreacyjnie. To istotne rozróżnienie, bo plan dla kogoś, kto trenuje dwa razy dziennie, i dla kogoś, kto biega trzy razy w tygodniu po pracy, są dwoma różnymi zadaniami.
Absolwent ma umieć:
Brzmi to technicznie i takie właśnie jest. Za każdym z tych punktów stoi pomiar, wywiad i obliczenie, a nie przekonanie o tym, co jest zdrowe.
Podział na ścieżki ma praktyczny sens: dietetyk pracujący z klubem sportowym i dietetyk pracujący z pacjentem po zawale rozwiązują inne problemy, choć obaj wychodzą z tej samej wiedzy o metabolizmie. Wybór ścieżki nie zamyka drogi do pozostałych obszarów, ale decyduje o tym, na czym student wyrobi sobie rękę w trakcie studiów.
Zajęcia odbywają się w pracowni dietetycznej, pracowni pomiarów antropometrycznych, pracowni technologii żywności i w laboratorium chemicznym. Studenci uczą się pracy w programach do planowania żywienia, wymienianych przez uczelnię z nazwy: Kcalmar i Dietico. To narzędzia, których używa się potem w gabinecie, więc nauka na nich skraca drogę do pierwszej pracy.
Wykłady prowadzą praktycy: dietetycy, biolodzy, chemicy i farmaceuci. Taki skład kadry mówi coś o samym kierunku — dietetyka stoi na chemii i biologii, a nie na modnych dietach, i bez tego fundamentu nie da się zrozumieć, dlaczego organizm zawodnika reaguje tak, a nie inaczej.
Dietetyka sportowa bywa też pierwszym zderzeniem z tym, jak łatwo pomylić modę z wiedzą. Suplementy, posty, diety eliminacyjne i porady z internetu trafiają do gabinetu razem z zawodnikiem, a zadaniem dietetyka jest oddzielić to, co ma podstawy, od tego, co brzmi przekonująco. Dlatego na tym kierunku tyle miejsca zajmuje ocena stanu odżywienia oparta na pomiarze, a nie na wrażeniu.
Dobrze odnajdzie się tu maturzysta, który interesuje się biologią i chemią, lubi sport i nie ma nic przeciwko liczeniu. Potrzebna jest też cierpliwość do ludzi: praca dietetyka to w dużej części rozmowa, prowadzenie kogoś przez zmianę nawyków i tłumaczenie tego samego kilka razy.
Jeśli ktoś szuka kierunku, w którym wiedza z lekcji przydaje się od razu we własnym życiu, dietetyka jest jednym z niewielu, gdzie efekt widać na sobie.
Uczelnia wskazuje, że program odpowiada na zapotrzebowanie rynku pracy, a absolwent zdobywa kompetencje w diagnozowaniu i wspomaganiu leczenia schorzeń. W praktyce oznacza to gabinety dietetyczne, współpracę z klubami i trenerami, poradnie, catering dietetyczny oraz prowadzenie własnej działalności. Zasady kwalifikacji i opłaty warto sprawdzić w serwisie rekrutacyjnym uczelni, bo różnią się między naborami.
Dietetyka sportowa w WSBiNoZ to jedna z trzech ścieżek trzyletniego licencjatu, nastawiona na żywienie zawodników i osób aktywnych rekreacyjnie. Zajęcia idą przez pracownie dietetyczną, antropometryczną i technologii żywności oraz laboratorium chemiczne, z programami używanymi w gabinetach. Jeśli interesuje Cię sport widziany od strony metabolizmu, warto sprawdzić, czy predyspozycje idą w tę samą stronę.

10 pytań · dwie minuty · bez zapisywania


